Słyszę jakiś dziki dźwięk wwiercający mi się w mózg. Trwa to dobrą chwilę, a później słyszę głos żony w którym na próżno doszukiwać by się czułości:
– Wyłącz ten cholerny budzik i daj mi spać!
Wyłączam alarm i jednym otwartym okiem patrzę na zegarek. No, faktycznie pretensje małżonki mogą wydawać się uzasadnione, bo zegar wskazuje czwartą rano. Wstaję od razu. Zupełnie inaczej niż kiedy muszę wstać do pracy i staram się odwlec w czasie to co nieuchronne co najmniej trzema drzemkami.
Dzisiaj jednak nie wybieram się do pracy, ale na poranne fotografowanie i wiem że za godzinę we wcześniej upatrzonym miejscu czekać będzie na mnie odpowiednie do zdjęć światło. Oczywiście nie będzie ono czekać w nieskończoność, dając mi tylko około godziny na wykonanie dobrego zdjęcia, więc marudzić raczej nie można.
Krótki rzut oka na prognozę pogody – na szczęście od wczoraj nic się nie zmieniło. Kilka chmurek może tylko dodać wartości zdjęciom.
Szybko sklecona kanapka popita kawą i już po kilkunastu minutach od zerwania się z łóżka pakuję się do samochodu wraz ze sprzętem spakowanym i sprawdzonym poprzedniego wieczoru. Na miejsce docieram około piątej. Kilka minut poświęcam na ustawienie statywu oraz wykonanie paru próbnych zdjęć żeby ustalić kadr i rozpoczynam właściwe fotografowanie. Pierwsze pół godziny mija szybko i Słońce powoli wynurza się zza horyzontu więc jest to dla mnie sygnał że mam jeszcze kolejne pół godziny dopóki światło nie stanie się zbyt ostre.
Robię kilka ujęć, przemieszczam się, ustawiam statyw i znowu pstrykam. Po godzinie dochodzę do wniosku, że światła jest już zbyt dużo żeby powstało dobre zdjęcie. Czasami próbuję jeszcze fotografowania z filtrami żeby chociaż trochę wydłużyć dostępny czas.
Wracam do auta, szybko przerzucam na wyświetlaczu aparatu wykonane fotki, ale specjalnie się nie przyglądam. Zdjęcia ocenię dopiero po powrocie do domu i po zgraniu ich na komputer aby móc obejrzeć efekty na większym ekranie i oddzielić ziarno od plew.

Jeśli przed świtem spotkasz w plenerze jakiegoś osobnika, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to albo fotograf albo wędkarz, gdyż nikt inny nie wstaje z łózka w dzień wolny od pracy o tak nieludzkiej porze.
Fotografia niestety wymaga poświęceń. Trzeba wstać wcześnie lub nie spać do późna. Czasem trzeba się pobrudzić niemal leżąc w błocie, innym razem wraca się przemoczonym do suchej nitki, bo akurat pogoda była zmienna. Za każdym razem jednak nagrodą za te męczarnie może być piękne zdjęcie. Może, ale nie musi. Zdarza się również, że pomimo zaplanowania wszystkiego od A do Z wracam do domu z niczym. I z tym też trzeba się pogodzić.

Jeszcze niedawno pod tym adresem internetowym funkcjonowała statyczna strona internetowa, na którą wrzucałem moje zdjęcia, w celu pokazania ich światu. Żyło mi się z tym dobrze, do czasu kiedy wraz z postępem technologii internetowych popularność statycznych stron zaczęła drastycznie spadać. Zacząłem szukać innych możliwości prezentacji moich prac dochodząc jednocześnie do wniosku, że znajduję się już na takim etapie zaawansowania, który pozwala mi podzielić się moim doświadczeniem z innymi. Stąd pomysł, aby zwykłą stronę internetową przekształcić w blog fotograficzny. Po części jest to również zasługa mojej małżonki, która była dla mnie inspiracją w tej kwestii.

Skoro trafiłeś na tę stronę w niezmierzonej otchłani Internetu, to przypuszczam że interesujesz się lub zamierzasz dopiero zacząć przygodę z fotografią. Czy dobrze trafiłeś?… Nie wiem. Sam musisz to ocenić. Ja mogę tylko zapewnić, że wszystko co znajdziesz na tej stronie, a zwłaszcza na blogu będzie stanowiło solidną dawkę wiedzy, którą będziesz mógł wykorzystać jeśli tylko będziesz miał odpowiedni zapas chęci do pracy.
Nie spodziewaj się że znajdziesz tutaj jakiś złoty przepis na piękne zdjęcie. Coś takiego nie istnieje. Mogę jedynie podpowiedzieć Ci jak robić zdjęcia poprawne technicznie i zdradzić kilka sztuczek, które pomogą Ci osiągnąć cel. Mam nadzieję że ta garść praktycznych porad pomoże Ci poczuć że to Ty panujesz nad swoim aparatem fotograficznym, a nie on panuje nad Tobą.

Na koniec dobrze by było aby formalności stało się zadość, więc krótko o mnie.
Mam na imię Remigiusz. Fotografia jest moją pasją. Zajmuję się nią hobbystycznie, nie zarobkowo. Drugim moim hobby, nie mniej pasjonującym jest rower. Na co dzień mieszkam i pracuję w Tczewie – średniej wielkości mieście pod Gdańskiem nad Wisłą. W chwili kiedy to piszę mam 45 lat i wielką ochotę aby podzielić się z Tobą tym, czego sam się nauczyłem przez ostatnie 15 lat.

Zapraszam!

Close Menu