Lepsze wrogiem dobrego

Pewnego dnia kilka lat temu zadzwonił do mnie pewien mój znajomy. Dla potrzeb bloga nazwijmy go Jankiem.
Janek jest osobnikiem, któremu nigdy nie udało się popełnić jakiegoś specjalnie fascynującego zdjęcia. Początkowo był posiadaczem taniej lustrzanki cyfrowej, której używał głównie do uwieczniania chwil spędzanych ze swoją małżonką Anią. Większość tych zdjęć to typowe fotki z wakacyjnych wyjazdów jakich miliardy można obejrzeć otwierając pierwszy z brzegu profil na Facebooku. Nie krytykuję w tym momencie Janka, bo przecież nie każdy musi być fotografem – artystą, a większości z nas aparat służy do wykonywania zdjęć pamiątkowych, które kiedyś będzie można obejrzeć wspominając “stare dobre czasy”. Janek doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że jego zdjęciom czegoś brakuje. Oglądając moje fotki zawsze pytał jak ja to robię że są one takie “fajne”. Ponieważ wówczas dużo czasu spędzałem z grupą znajomych, którzy również pasjonują się fotografią, zaproponowałem Jankowi aby dołączył do naszej grupy podczas jednego z fotograficznych wypadów za miasto. Znając jego radosną twórczość chciałem pokazać mu jak można robić zdjęcia trochę bardziej przyjazne dla oka. Janek pojawił się na kilku naszych spotkaniach, jednak moje próby nauczenia go czegokolwiek spełzły na niczym. Janek co prawda wydawał się słuchać uważnie ale później stwierdzał że to za dużo zachodu te wszystkie przysłony, migawki, czułości i inne ekspozycje. Dałem sobie spokój, bo przecież na siłę go nie zmienię. Widocznie nie czuł takiej potrzeby.
Tym bardziej zdziwiłem się kiedy po odebraniu telefonu usłyszałem:

– Cześć Remoo! Nie chciałbyś wpaść na jakieś piwko? Kupiłem nowy aparat! – jego głos pełen był euforii jakby przed chwilą dowiedział się że trafił szóstkę w Lottto.

– Moje gratulacje – mówię – A co kupiłeś?

– Nikona D1X!

– Wooow! – to był jedyny dźwięk jaki w tej chwili zdołałem wyartykułować. Szczęka opadła mi na podłogę. Po krótkiej chwili dodałem: – Mogę wpaść po 17-stej, bo mam jeszcze kilka spraw do ogarnięcia… chociaż w sumie… – nagle wszystko przestało być tak bardzo ważne i “sprawy do ogarnięcia: straciły swój priorytet – …mógłbym wpaść wcześniej.

– Wpadaj kiedy chcesz! Jestem cały czas w domu!

– Ok. Postaram się być jak najszybciej. Na razie.

Pewnie że się postaram, bo inaczej być nie może. Nie codziennie nadarza się okazja żeby dorwać w swoje łapska flagowy model Nikona! Właściwie taka okazja zdarzyła mi się po raz pierwszy w życiu. Większość z tego co miałem zaplanowane na sobotnie popołudnie postanowiłem przełożyć na inny, bliżej nie zdefiniowany termin. Po godzinie od telefonu maszerowałem w stronę domu znajomego.
Po drodze naszły mnie pewne wątpliwości. Po cholerę Jankowi Nikon D1X?! Do robienia selfie na “Fejsa”? Zacząłem przypuszczać że to kolejny “świetny pomysł” Janka, na który wpadł wczoraj po przebudzeniu. Janek do biednych raczej nie należy i jeśli poczuł potrzebę posiadania aparatu fotograficznego za cenę średniej klasy samochodu to jego prywatna sprawa. Oczywiście trochę mu zazdrościłem, bo dla mnie flagowy model Nikona do dzisiaj znajduje się jedynie w strefie marzeń.
W oczach Janka, który otworzył mi drzwi zobaczyłem te iskierki radości pojawiające się u dziecka, które dostało nową zabawkę. Rozsiedliśmy się w jego salonie gdzie na honorowym miejscu, na środku stolika czekał już rozpakowany, lśniący i pachnący nowością Nikon D1X.

– To co? Po piwku? -spytał Janek

– Może być – odparłem mechanicznie, bo wszystkie moje zmysły skupiały się teraz na tym co leżało na stoliku.

Wreszcie nadszedł ten moment kiedy mogłem dotknąć czegoś, czego najprawdopodobniej sam nigdy nie będę posiadał. Aparat naprawdę robił wrażenie. Ciężki, solidny i jak to w przypadku Nikona ergonomicznie niemal doskonały. Jeśli ktoś z Was używa sprzętu tej marki to zapewne wie o czym mówię – niezależnie od tego którego modelu używało się wcześniej, to inny obsługuje się niemal odruchowo i “na pamięć”.

– Zaje….sty, co? – zapytał Janek

– Nooooo… – odparłem. – Droższego nie mieli? – zażartowałem po chwili. – Po co ci taki sprzęt?

– A tak jakoś miałem ochotę kupić coś lepszego – odrzekł kolega. – Ten mój stary aparat już taki trochę sfatygowany… No i ten będzie pewnie robił lepsze zdjęcia.
W tym momencie cały czar prysł jak bańka mydlana. Ostatnie stwierdzenie Janka zadziałało jak kubeł zimnej wody. “Zaczyna się. Znowu to samo” – pomyślałem. Dopiero w tym momencie zauważyłem że do aparatu jest podpięty tani obiektyw typu “zoom”, a sam aparat jest ustawiony na zielony program AUTO.

– Kiedy go kupiłeś? – spytałem

 – W poniedziałek.

– Próbowałeś coś nim pstrykać?

– No pewnie! Wczoraj po południu byliśmy z Anią nad morzem i zrobiłem parę zdjęć.

– Pokaż.

– Są w aparacie – odparł. – Nie zgrałem ich jeszcze na laptopa.

Wcisnąłem przycisk podglądu zdjęć i zobaczyłem dokładnie to czego się spodziewałem. “Parę” zdjęć oznaczało że było ich około 300. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to na kilku z nich krzywy horyzont i morze które za chwilę miało się “wylać” ze zdjęcia. Większość z fotek była zdecydowanie niedoświetlona, kilka ujęć nieostrych – zapewne poruszonych. Było również kilka zdjęć które jak najbardziej można by było wykorzystać do albumu, ale ogólnie szału nie było. Zresztą nie spodziewałem się aby Jannek nagle przypomniał sobie wszystkie moje wcześniejsze rady, poczuł wenę twórczą i zaczął robić artystyczne fotografie. Wyświetlając podgląd parametrów zdjęć potwierdziłem jeszcze moje przypuszczenie że nawet nie próbował używać pokrętła trybów pracy aparatu, pozostawiając sobie do wykonania niezbyt ambitną czynność wciskania spustu migawki.

– A obiektyw jakiś dokupiłeś? – zapytałem nieśmiało.

– Obiektyw? – zdziwił się. – A po co? Te dwa które mam zupełnie mi wystarczą.
Kolejny zonk…

– I jak zdjęcia? – zapytał.

– Zdjęcia jak zdjęcia – odparłem wiedząc że Janek doskonale zna mój krytyczny stosunek do wyglądu fotorgafii. – Za to aparat pierwsza klasa!

Powyższa scenka z życia doskonale pokazuje niezrozumiałe dla mnie przekonanie wielu osób, że kupno droższego, bardziej “wypasionego” aparatu fotograficznego, spowoduje że nagle zaczną robić lepsze zdjęcia. Co w ogóle w ich przekonaniu oznacza słowo “lepsze”? Fakt że aparat ma matrycę o rozdzielczości kilkudziesięciu milionów pikseli? No jak to? Przecież jak jest większa rozdzielczość to zdjęcie musi być “lepsze”! Nie?… No właśnie nie…
W przypadku mojego znajomego zadziałało takie właśnie przekonanie plus chęć posiadania czegoś “fajniejszego” niż mają inni, ale niekoniecznie w celu wykorzystywania w stu procentach możliwości jakie to coś daje. Podpięcie taniego obiektywu za kilkaset złotych do lustrzanki za kilkanaście tysięcy mnie osobiście kojarzy się z zakupem Ferrari i wpakowaniem do niego silnika od Fiata 126p.
Sam pomysł że lepszym aparatem będę robił “lepsze” zdjęcia to stwierdzenie podobne do “Kupię droższe garnki to ugotuję lepszą zupę”. Niestety tak to nie działa. Jeśli jesteś kiepskim kucharzem to nawet najdroższy sprzęt kuchenny nie pomoże ci ugotować obiadu, który zachwyci czyjeś kubki smakowe.

W przypadku konfrontacji sprzętu fotograficznego z umiejętnościami fotografa amatora stwierdzenie że lepsze jest wrogiem dobrego, sprawdza się niemal zawsze.
Dlatego jeśli jesteś początkującym fotografem, a chciałbyś robić coraz lepsze zdjęcia, nie daj się od samego początku zafiksować na punkcie sprzętu, bo to nie on jest najważniejszy i tak naprawdę może okazać się zupełnie nietrafioną inwestycją finansową. W przypadku mojego kolegi jedyne co zyskał to jakiś rodzaj satysfakcji z posiadania sprzętu z najwyższej półki.
Mówi się że dobry fotograf potrafi wykonać super zdjęcie nawet drzwiami od stodoły. Coś w tym jest. Mam kilku znajomych którzy używają dużo mniej zaawansowanego sprzętu niż ja, a wykonują dużo lepsze fotografie. Lepsze w rozumieniu artystycznym. Aby zacząć robić lepsze fotografie trzeba zacząć od poprawienia samego obrazu – tego co widzi nasze oko, potem poznać możliwości sprzętu jaki już posiadasz. Dlatego jeśli zdecydujesz się zaglądać na mojego bloga i czytać moje teksty, wiedz że większość artykułów będzie poświęcona możliwościom robienia lepszych zdjęć za pomocą prostych środków, bez potrzeby wkładu finansowego.Zagadnienia typowo sprzętowe mają być z założenia tylko tłem dla bardziej przydatnych tematów, ponieważ chciałbym abyś zaczął patrzeć na swoje zdjęcia, a nie wyłącznie na urządzenie które je rejestruje.

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Close Menu