Edycja zdjęć jest ok, ale…

Zastanawiam się ilu z Was pamięta czasy, kiedy do aparatu fotograficznego trzeba było włożyć rolkę z kliszą, a po jej zużyciu wyjąć ją i zanieść do zakładu fotograficznego w celu wywołania odbitek? Na zdjęcia trzeba było poczekać około tygodnia. Do tego czasu nikt nie wiedział jak ostatecznie zdjęcia będą wyglądały. Dopiero po odebraniu upragnionej koperty z fotografiami okazywało się że połowa z nich nie nadaje się do niczego.
Pomijając analogowe aparaty kompaktowe, których cała masa pojawiła się w sprzedaży na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku, każdy posiadacz analogowej lustrzanki musiał posiadać spory zasób wiedzy niezbędnej, aby z dużym prawdopodobieństwem jeszcze przed wciśnięciem spustu migawki mieć chociaż ogólne pojęcie na temat tego jak będzie wyglądała ostateczna fotografia. Temat obróbki i naprawy zdjęć był dla zwykłego śmiertelnika dziewiczą pustynią. Wszelkiego rodzaju ingerencję w zdjęcie już zarejestrowane na kliszy światłoczułej można było przeprowadzić wyłącznie w studiu fotograficznym wyposażonym w niezbędny do tego celu sprzęt.
Owszem, część fotografów amatorów posiadała na prywatny użytek powiększalnik fotograficzny. Chemia i papier do zdjęć były drogie i trudno dostępne. Zamknięci w domowej łazience w ciemności śmierdzącej fotograficzną chemią, ze stoperem w jednej dłoni i termometrem w drugiej modliliśmy się o to aby za chwilę siostra lub brat nie poczuli pilnej potrzeby dostępu do kibelka… Bywało że ktoś zapomniał wykręcić żarówkę z lampy i któryś z domowników zrobił “pstryk”… i cała praca wraz z materiałami szła w śmietnik. To dopiero była adrenalina!

Około 1994 roku XX wieku na rynku pojawiły się pierwsze apartay cyfrowe. Zanim dotarły do Polski, musiało jeszcze trochę wody w Wiśle upłynąć. Moją pierwszą “cyfrówkę” w postaci aparatu Sony Cyber-Shot DSC P-72 zakupiłem tuż po urodzinach mojego syna w 2003 roku. Aparat miał matrycę 3.2 Mpx i zoom x3… Dzisiaj lepsze parametry mają aparaty wmontowane w smartfony, ale wtedy to był naprawdę solidny sprzęt. W dodatku potwornie drogi. Najfajniejsze było to, że nie musiałem czekać na zdjęcia, bo efekt widziałem już po chwili od wciśnięcia spustu migawki.
Od tamtego czasu rozwój cyfryzacji sprzętu stał się podobny do niepowstrzymanej lawiny pędzącej coraz szybciej. Aparaty cyfrowe zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu i stały się również dużo przystępniejsze cenowo. Wraz z nimi siłą rzeczy pojawiło się mnóstwo sprzętu komputerowego i oprogramowania, które ma za zadanie ułatwić życie wszystkim fotografującym.

W kwestii oprogramowania do edycji zdjęć również nastał duży postęp. Dzisiaj praktycznie każdy kto posiada w domu komputer z dostępem do Internetu może korzystać z darmowych narzędzi do cyfrowej edycji zdjęć. Mniej lub bardziej rozbudowane aplikacje dostępne są również w smartfonach. Fotografia stała się wszechobecna i… nie oszukujmy się – trochę spowszedniała.
Łatwość naprawiania niedoskonałych zdjęć niestety powoduje, że stajemy się trochę leniwi. W końcu dlaczego mam przejmować się że coś tam nie tak ustawiłem w aparacie, skoro za chwilę mogę to poprawić za pomocą komutera i odpowiedniego programu?

Codziennie na portalach społecznościowych możecie obejrzeć tysiące zdjęć, na których znane wam osoby wyglądają jak porcelanowe lalki, ponieważ ktoś postanowił przesadzić z Photoshopem. Czy to jest fotografia? Moim zdaniem raczej nie, ponieważ nie pokazuje prawdziwej rzeczywistości. Program graficzny w moim rozumieniu fotografii ma być pomocą, a nie podstawowym narzędziem fotografa. Sztuką jest zrobienie dobrego zdjęcia już na poziomie aparatu fotograficznego, a nie naprawienie marnej jakości obrazka przy pomocy komputera.
Nawet najlepszy program do obróbki nie sprawi że nudne zdjęcie bez jakiegokolwiek potencjału stanie się nagle dziełem sztuki, a czasami można osiągnąć efekt wręcz odwrotny do zamierzonego.
Wszystko jest oczywiście dla ludzi i można doskonale połączyć fotografowanie i edycję zdjęć, ale trzeba wiedzieć gdzie są granice. Czasami ciekawy temat zdjęcia jest dużo ważniejszy niż piękne kolory, kontrasty i idealna cera.

Żeby zachęcić Was do poświęcenia większej uwagi samemu fotografowaniu dodam jeszcze z własnego doświadczenia, że nauka fotografowania zajmuje dużo mniej czasu niż nauka obsługi programu do edycji zdjęć. Po co tracić czas na ślęczenie przed laptopem, skoro zamierzony efekt można uzyskać bezpośrednio z aparatu? Ten zaoszczędzony czas można z powodzeniem wykorzystać na szukanie kolejnego tematu do zdjęcia.
Traktujcie program do edycji zdjęć raczej jako zło konieczne i używajcie go tylko wtedy, kiedy jesteście pewni że danego ujęcia nie będziecie w stania powtórzyć. Poprawiajcie drobne błędy, ale nie twórzcie czegoś nieprawdziwego.

W moim blogu znajdziecie garść porad z dziedziny cyfrowej edycji zdjęć, jednak na pewno nie będzie to temat dominujący. Będę używał zarówno prostych programów darmowych jak i rozbudowanych “kombajnów” w postaci Photoshopa i Lightrooma. Za każdym razem dokładnie opiszę wszystkie czynności. Skoro już będziemy ingerować w zdjęcia, to zróbmy to jak należy.

Zaparaszam!

Dodaj komentarz

Close Menu